Ale jeśli mamy konto na portalu społecznościowym... No dobrze, właściwie w tej chwili w Polsce liczy się tylko Facebook, więc dalej już będę nazywać po imieniu. Więc jeśli pokonaliśmy opór przed upublicznieniem w internecie swojej towarzyskiej sieci powiązań, imienia, nazwiska a opcjonalnie nawet - o zgrozo! - zdjęcia, to możemy zapytać wszystkich facebookowych znajomych na raz: "Obiło Wam się o uszy takie sformułowanie? Tak? To polubcie".
"Lubienie", czy komentarz nie zajmuje wiele czasu, więc ludzie dużo chętniej odpowiadają na takie pojedyncze pytanie, niż wypełniają naukowe ankiety. I w ten sposób dostajemy czyste mikrodane o uzusie, które możemy czasem uzupełnić o dane geograficzne/ społeczne respondenta.
Oczywiście podstawową wadą tej metody jest ograniczenie grona respondentów do naszych znajomych - a jest spore prawdopodobieństwo, że nie złożą się oni na reprezentatywną grupę. Ale sądzę, że gdyby strony takie jak "Znaszli ten tekst?" znalazły więcej aktywnych użytkowników, można by z dużo większą pewnością odsiewać idiolektalizmy czy elementy familiolektów od mało znanych słów czy frazemów używanych przez szersze grupy.
W chwili obecnej można przyjąć, że jeśli dwie nieznajome sobie osoby potwierdzają, że znają jakieś słowo/powiedzenie nie jest ono wytworem indywidualnym, natomiast jeśli dwie takie osoby się nie znajdą, to znaczy tylko tyle, że... nie ma takich osób w pytanej grupie.
Ach... ten Facebook. We wszystkim pomoże... znam i takich korektorów tekstu, którzy wysyłają zapytania podczas pracy, bo nie wiedzą jak napisać...
OdpowiedzUsuń